„Festiwal spekulacji” – publikacja z Przeglądu Komunalnego 2/2016

605

Festiwal spekulacji

wydany w Przegląd Komunalny – 2016-2

Coraz częściej słyszy się informacje na temat możliwości skrócenia kadencji samorządów i przyśpieszonych wyborów. Wątek ten przewija się najczęściej w wystąpieniach przedstawicieli partii opozycji parlamentarnej, która obecnie dzierży władzę prawie we wszystkich sejmikach wojewódzkich (oprócz podkarpackiego). Pretekstem do rozpisania przedterminowych wyborów samorządów może być np. zmiana granic administracyjnych województw. Wszak takie postulaty zgłaszają m.in. Koszalin i Elbląg. Częstochowa aspiruje do statusu miasta wojewódzkiego. Padają również postulaty wydzielenia z woj. mazowieckiego nowego – warszawskiego.

Trudno stwierdzić, czy jest to dmuchanie na zimne, czy też wywoływanie wilka z lasu – a przedstawiciele rządu, zaprzeczają takim spekulacjom.

Nerwowa atmosfera

W regionach można jednak zaobserwować, jak środowisko samorządowców wojewódzkich, skupione przy PO i PSL, zwiera szeregi. Formułuje się przy tym pod adresem władzy centralnej zarzuty o upolitycznianiu samorządów lub przestrzega się, jak to oświadczył sejmik woj. lubelskiego, „przed próbą ustawowego zamachu na sejmiki i rady, godzącego bezpośrednio w wartości wynikające z Konstytucji”. Tę nieco nerwową atmosferę zaczyna się odczuwać także w niektórych miastach, w których zaczęły formować się komitety referendalne, domagające się odwołania radnych i prezydentów.

Z wolna rusza więc kampania wyborcza, a wraz z nią festiwal spekulacji i deklaracji politycznych motywujących samorządy do walki o władzę oraz posady w tysiącach instytucji i spółek samorządowych. Pierwsze w tej konkurencji wystartowało już Polskie Stronnictwo Ludowe.

Otóż posłowie PSL, pod hasłem wzmocnienia samorządów lokalnych, złożyli w Sejmie projekt nowelizacji ustawy o u.c.p.g.. W skrócie, autorzy tej nowelizacji proponują ustawowe wywłaszczenie z rynku przedsiębiorstw prywatnych zajmujących się gospodarką odpadami, utrzymaniem czystości terenów publicznych i terenów zieleni oraz zimowym i letnim utrzymaniem ulic i terenów publicznych. Miejsce firm prywatnych, mających obecnie ok. 60-procentowy udział w rynku odbierania i zagospodarowania odpadów, miałyby zająć teraz spółki samorządowe. Posłowie-wnioskodawcy nie ukrywają przy tym, że gra idzie przede wszystkim o etaty w spółkach samorządowych oraz kilkumiliardowe w skali roku wpływy z tych usług, które mogłyby zasilać budżety spółek gminnych, nie poddając ich konkurencji sektora prywatnego. To stricte polityczne uzasadnienie w kilku wątkach okraszone zostało modną ostatnio, ale w tym przypadku wyjątkowo samokrytyczną retoryką. Twierdzi się bowiem, że nowelizacja ustawy śmieciowej z 2011 r. – autorstwa koalicji PO-PSL – nadmiernie wzmocniła pozycję rynkową tzw. korporacji zewnętrznych. Autorzy projektu pomijają przy tym zupełnie fakt, że właśnie wskutek „rewolucji śmieciowej” przeprowadzonej przez PO i PSL z rynku zniknęło najwięcej małych i średnich firm prywatnych. Nie zważając na to, posłowie PSL, domagając się teraz likwidacji przetargów i konkurencji na rynku odbierania i zagospodarowania odpadów, chcą zapewne dobić także te spółki z sektora MŚP, którym udało się przetrwać zmiany ustawowe z 2011 r. Istotnym jednak novum tak radykalnego konceptu jest wykluczenie z rynku, oprócz przedsiębiorców gospodarki odpadami, także firm prywatnych zajmujących się innymi usługami publicznymi.

„Koronny” argument

Tak radykalna zmiana, będąca w istocie bezprecedensową nacjonalizacją rynku, powodowałaby, co oczywiste, zwolnienia w skali kraju wielu tysięcy pracowników firm prywatnych. Tymczasem autorzy przedłożenia stawiają w uzasadnieniu projektu kuriozalną tezę, że ustawa wpłynie korzystnie na lokalny rynek pracy. „Koronnym” argumentem za wprowadzeniem takich zmian są, w opinii posłów podpisanych pod tym projektem ustawy, dyrektywa UE w sprawie zamówień publicznych z 2014 r. oraz komunikat medialny do wyroku Trybunału Sprawiedliwości UE z 2006 r. (w sprawie Carbotermo SpA i Consorzio Alisei przeciwko Comune di Busto Arsizio i AGESP SpA). Niedorzeczność twierdzenia, jakoby KE zmuszała Polskę dyrektywami lub tym bardziej komunikatami medialnymi do przyznania w dziedzinie usług publicznych monopolu spółkom gminnym na zasadach tzw. zamówień in house, została już wielokrotnie wykazana przez prawników, znawców prawa międzynarodowego. Ubiegłoroczna skarga prezydenta Inowrocławia na polski rząd, skierowana do KE, również nie przyniosła potwierdzenia tej dość oryginalnej tezy o wyższości dyrektyw unijnych nad polskimi ustawami.

W Sejmie minionej kadencji projekty ustaw lub poprawki likwidujące konkurencję na rynku odbierania i zagospodarowania odpadów zgłaszali posłowie SLD. Najnowszy projekt PSL nie pozostawia wątpliwości, że jego celem jest przywrócenie w gospodarce odpadami, za pomocą specustawy, monopolu komunalnych spółek i zakładów – dokładnie tak jak to było przed 25 laty.

Dariusz Matlak

prezes Zarządu Polskiej Izby Gospodarki Odpadami