25 mar 2026

Za ROP zapłacą konsumenci. Ale czy pieniądze wrócą do mieszkańców?

Kolejna wersja projektu ustawy UC100 jedynie utwierdza w przekonaniu, że model centralistyczny nie jest dobrą odpowiedzią na realne problemy gospodarki odpadami. Jednocześnie wskazuje, że optymalnym kierunkiem jest model Sprawiedliwy ROP – wypracowany przez praktyków dostrzegających całokształt uwarunkowań rynku, oparty na kompromisie, transparentności, przewidywalności i stabilności systemu, a przede wszystkim na prostej zasadzie: ROP ma realnie obniżać opłaty ponoszone przez mieszkańców. W tej logice NFOŚiGW powinien być administratorem i księgowym systemu, który liczy i przekazuje środki, a nie podmiotem uznaniowo decydującym o ich przyznawaniu i pełniącym rolę organizacji odpowiedzialności producenta.

W niedawnym wywiadzie dla PAP Pan Maciej Kiełbus, ekspert Związku Miast Polskich przekonuje, że jeżeli ustawy o ROP nie uda się uchwalić w tym roku, to przed wyborami parlamentarnymi sprawa już się nie domknie https://samorzad.pap.pl/kategoria/srodowisko/mec-kielbus-jesli-rop-u-nie-uchwalimy-w-tym-roku-do-wyborow-sie-juz-nie-uda. I tu właśnie widać podstawowy problem tego sposobu myślenia: mieszanie polityki z gospodarką. System rozszerzonej odpowiedzialności producenta nie powinien być projektowany pod rytm kampanii, kadencji i terminów wyborczych. Gospodarka odpadami to nie objazdowy wiec, tylko codzienna usługa publiczna, na końcu której stoją konkretne rachunki mieszkańców i konkretne koszty po stronie gmin oraz przedsiębiorców.

Równie osobliwa jest użyta przez Pana Macieja Kiełbusa wojenna retoryka. Mówi o „walce na śmierć i życie”, dokłada do tego geopolitykę i przedstawia debatę o ROP w kategoriach niemal frontowego starcia. Taki sposób opisu nie wiele jednak wyjaśnia, a bardziej zaciemnia istotę problemu. ROP nie jest polem politycznej konfrontacji, lecz systemem, który powinien być oceniany przez pryzmat przejrzystości zasad, przewidywalności finansowania i realnego wpływu na koszty ponoszone przez mieszkańców. Im więcej huku, tym mniej miejsca na pytania najważniejsze: kto naprawdę dostanie pieniądze, według jakich zasad i czy mieszkaniec odczuje to w portfelu.

Pan Maciej Kiełbus słusznie przypomina, że projekt zakłada wpłaty producentów do NFOŚiGW, który następnie ma przekazywać środki między innymi gminom na pokrycie kosztów selektywnego zbierania i transportu odpadów. Kluczowe pozostaje jednak właśnie to sformułowanie: „między innymi”. Z tej narracji znika bowiem zasadnicze pytanie o proporcje podziału środków. OSR do marcowej wersji UC100 pokazuje jasno, że w pierwszym roku pełnego funkcjonowania systemu, czyli przy pełnym wdrożeniu ROP w 2029 r., do gmin ma trafić ok. 860 mln zł, podczas gdy do podmiotów przetwarzających odpady opakowaniowe – sortowni, MBP i recyklerów – ma popłynąć aż 2,7 mld zł. Oznacza to, że gminy mają otrzymać mniej niż jedną piątą głównego strumienia środków z opłat producenckich choć to właśnie mieszkańcy ponoszą zasadniczy ciężar finansowania systemu.  A przecież są to w istocie opłaty konsumenckie, tylko pobierane pod szyldem opłat producenckich. To nie jest model, w którym gmina staje się głównym beneficjentem ROP. To jest model, w którym gmina dostaje kawałek tortu i jeszcze słyszy, że powinna być wdzięczna, iż dopuszczono ją do stołu.

Dlatego z dużym sceptycyzmem należy patrzeć na tezę, że akurat NFOŚiGW ma chronić mniejsze gminy przed dominacją podmiotów prywatnych. To brzmi trochę tak, jakby ktoś chciał obronić drobnych handlowców przed przewagą wielkich sieci, budując jeden centralny bazar i każąc wszystkim rozstawiać stragany wyłącznie pod jednym zarządcą. Małe gminy nie potrzebują paternalistycznej opieki centralnego operatora. Potrzebują jasnych ustawowych zasad, przewidywalnego algorytmu, realnego nadzoru i terminowego przepływu pieniędzy. Centralizacja sama z siebie nie tworzy równowagi. Częściej tworzy uznaniowość, długą ścieżkę decyzyjną i wygodne alibi, że coś utknęło „w systemie”. A właśnie ryzyko nieprzejrzystości, sporów, uznaniowości i niewystarczającego wsparcia dla części gmin jest jednym z zasadniczych problemów tego modelu.

I tutaj dochodzimy do zasadniczej różnicy między centralistycznym UC100 a modelem Sprawiedliwy ROP. Ten drugi nie wywraca stolika tylko dlatego, że komuś spodobała się wizja jednego państwowego centrum dowodzenia. Opiera się na ewolucji zamiast rewolucji, na wykorzystaniu istniejącego dorobku rynku, na refinansowaniu kosztów w oparciu o weryfikowalne dane, a nie o bliżej nieustalone kryteria. Zakłada też, że środki z ROP trafiające do gmin powinny być bezpośrednio przeznaczane na obniżenie opłat dla mieszkańców, bo to oni dziś pokrywają koszty systemu. To jest rozwiązanie dojrzalsze: porządkuje role, odpowiedzialność i przepływ pieniędzy, zamiast budować kolejny centralny fundusz.

Sprawiedliwy ROP został wypracowany przez praktyków dostrzegających całokształt uwarunkowań gospodarki odpadami i ma prowadzić do wdrożenia rozwiązań gwarantujących kompromis, transparentność, przewidywalność i stabilność systemu dla wszystkich jego uczestników. W tym modelu pieniądze mają trafiać bezpośrednio do systemu gospodarki odpadami i pozwalać na realne obniżenie opłat mieszkańców, a nie ginąć po drodze w strukturze, która najpierw wszystko zbierze, potem wszystko policzy, a na końcu wszystkim po trochu obieca.

Można natomiast zgodzić się z Panem Maciejem Kiełbusem w jednej sprawie: obniżenie poziomu recyklingu z 55 proc. do 50 proc. to zmiana bardzo potrzebna i od dawna oczekiwana przez środowisko samorządowe. PAP wskazuje, że nowa wersja projektu przewiduje taki ruch dla 2025 r. i proporcjonalne dostosowanie poziomów na lata 2026–2029. Sam Pan Maciej Kiełbus zwraca przy tym uwagę, że Ministerstwo Klimatu nie zdecydowało się na wcześniejsze wprowadzenie tej zmiany inną ścieżką legislacyjną ani przez odrębny projekt. I właśnie dlatego jest to argument nie za przyklejaniem wszystkiego do UC100, lecz za małą, szybką i punktową nowelizacją UCPG. Skoro problem był pilny, skoro chodziło o ryzyko kar i o terminy sprawozdawcze, należało załatwić go prostym przepisem, a nie ciągnąć go na tym samym wozie co cały, ciężki i sporny projekt ROP.

Najkrócej mówiąc: Pan Maciej Kiełbus trafnie widzi, że samorządy potrzebują pieniędzy, a obniżenie poziomów recyklingu było konieczne. Myli się jednak wtedy, gdy próbuje sprzedać centralizm jako gwarancję sprawiedliwości, a polityczny pośpiech jako miarę odpowiedzialności. Dobry ROP nie powinien być pisany ani pod kampanię wyborczą, ani pod wygodę jednego operatora. Powinien być tworzony z myślą o mieszkańcu, który chce płacić mniej, o gminie, która chce wiedzieć ile i kiedy otrzyma, oraz o rynku, który potrzebuje reguł jasnych, ustawowych i weryfikowalnych. I właśnie dlatego to nie centralistyczny UC100, lecz Sprawiedliwy ROP pozostaje dziś kierunkiem rozsądniejszym, uczciwszym i zwyczajnie bardziej gospodarczym.

Michał Dąbrowski

Copyright © 2026 Polska Izba Gospodarki Odpadami. All Rights Reserved.
Polityka prywatności | Wykonanie: ADIMO.PL